RZUTZA3.PL INNE TREŚCIZROBIC-KROK-DO-PRZODU-RESOVIA-ODKRYLA-KARTY

Zrobić krok do przodu - Resovia odkryła karty!

25/06/2026 09:32
Resovia Rzeszów Koszykówka

Niedosyt, który ma być początkiem czegoś większego

Poprzedni sezon pozostawił w Rzeszowie ogromny niedosyt. Trudno zresztą, żeby było inaczej. Resovia rozpoczynała rozgrywki z ambicjami znacznie większymi niż dziewiąte miejsce w tabeli. W klubie, wśród zawodników i kibiców panowało przekonanie, że zespół jest gotowy zrobić kolejny krok i na dobre zadomowić się w gronie drużyn walczących o play-offy. Ostatecznie rzeczywistość okazała się bardziej wymagająca, a końcowy wynik pozostawił uczucie niewykorzystanej szansy.

Patrząc jednak wyłącznie na tabelę, można dojść do błędnych wniosków. Poprzedni sezon był bowiem pełen momentów, które dawały kibicom powody do optymizmu. Resovia była jednym z najmłodszych zespołów w całej lidze, co z jednej strony przekładało się na energię, intensywność i odważną koszykówkę, ale z drugiej często wychodziło na jaw w najważniejszych momentach spotkań. Wiele meczów przegranych zostało nie dlatego, że rywale byli wyraźnie lepsi, lecz dlatego, że w decydujących akcjach zabrakło doświadczenia, spokoju i chłodnej głowy. To właśnie te kilka zwycięstw, które uciekły w końcówkach, sprawiło, że zamiast walczyć o czołową ósemkę, Resovia zakończyła sezon tuż za jej granicą. Mimo wszystko drużyna Marka Zapałowskiego zostawiła po sobie dobre wrażenie. Kibice mogli oglądać koszykówkę atrakcyjną dla oka, pełną charakteru i zaangażowania. Niejednokrotnie nawet po porażkach można było docenić sposób gry zespołu. W sporcie liczą się jednak przede wszystkim wyniki, dlatego po zakończeniu rozgrywek w klubie podjęto decyzję o rozpoczęciu nowego etapu.

Nowe rozdanie w ekipie Bieszczadzkich Wilków

Zmiana nastąpiła przede wszystkim na ławce trenerskiej. W miejsce Marka Zapałowskiego pojawił się Przemysław Łuszczewski, szkoleniowiec doskonale znający realia polskiej koszykówki. To trener, który przez lata zbierał doświadczenie zarówno jako zawodnik, jak i szkoleniowiec. Pracował między innymi w Starcie Lublin, AZS UMCS Lublin, Decka Pelplin czy Noteci Inowrocław. Można odnieść wrażenie, że jest to wybór bardzo przemyślany. Jeżeli bowiem poprzedni sezon pokazał, że Resovii brakowało doświadczenia, to nowy trener ma być jednym z ludzi, którzy pomogą ten problem wyeliminować. W Rzeszowie zostaje jednak Asystent Michał Koper ,który będzie czynnikiem wprowadzającym trenera Łuszczewskiego do drużyny.

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

Jeszcze ciekawiej wygląda jednak budowa kadry. Wystarczy spojrzeć na nazwiska sprowadzone do Rzeszowa, aby zauważyć pewną wspólną cechę. Klub postawił na zawodników ogranych, sprawdzonych i doskonale znających pierwszoligowe realia. To wyraźny sygnał, że celem nie jest spokojne utrzymanie czy miejsce w środku tabeli. Ambicje są zdecydowanie większe.

Zanim jednak przejdziemy do nowych twarzy, warto zatrzymać się przy zawodnikach, którzy pozostali w drużynie. Nie jest przypadkiem, że kontrakty przedłużono właśnie z Kacprem Młynarskim i Kacprem Margiciokiem. Obaj od powrotu do 1 ligi stanowią ważne elementy Resovii i trudno wyobrazić sobie budowanie nowego projektu bez nich.

Resovia Rzeszów Koszykówka

Młynarski jest dziś czymś więcej niż tylko kapitanem. To symbol współczesnej Resovii. W poprzednim sezonie zdobywał średnio blisko 14 punktów na mecz, ale jego rola wykracza daleko poza liczby. To zawodnik, który rozumie klub, zna oczekiwania kibiców i potrafi wziąć odpowiedzialność za wynik w najtrudniejszych momentach. Wielokrotnie pokazywał, że nie boi się oddawać kluczowych rzutów, a jego doświadczenie jest bezcenne dla młodszych kolegów.

Margiciok to z kolei zawodnik, którego znaczenie często najlepiej widać wtedy, gdy go brakuje. Ogrom pracy w obronie, walka na tablicach, krycie najlepszych zawodników rywali i pełne poświęcenie dla drużyny sprawiają, że jest jednym z najbardziej wartościowych graczy w zespole. Co więcej, w poprzednim sezonie trafiał ponad 41 procent rzutów za trzy punkty, co plasowało go w ścisłej ligowej czołówce pod względem skuteczności. Takich zawodników trenerzy po prostu uwielbiają.

Największe emocje wywołują jednak transfery. Patrząc na nazwiska, trudno nie odnieść wrażenia, że Resovia buduje jeden z najmocniejszych składów od czasu powrotu do pierwszej ligi.

Ogromnym wzmocnieniem strefy podkoszowej ma być Mateusz Bartosz. Mimo 39 lat nadal pozostaje zawodnikiem prezentującym bardzo wysoki poziom. W poprzednim sezonie notował średnio 12,7 punktu i 6,6 zbiórki na mecz, a jego postawa zapewniła mu miejsce w najlepszej piątce sezonu zasadniczego. W Rzeszowie ma dać nie tylko punkty i zbiórki, ale przede wszystkim doświadczenie, którego momentami brakowało rok temu. Trudno przecenić wartość zawodnika, który rozegrał setki spotkań na wysokim poziomie i wie, jak zachować się pod presją.

Jeszcze bardziej imponujące liczby przywozi do Rzeszowa Oleksandr Antypov. Ukrainiec zakończył poprzedni sezon ze średnimi 14,5 punktu i 9,5 zbiórki na mecz. To statystyki jednego z najlepszych wysokich zawodników całej ligi. Antypov daje drużynie siłę fizyczną, skuteczność pod koszem i regularność. Można odnieść wrażenie, że wraz z Bartoszem stworzy jeden z najmocniejszych duetów podkoszowych w rozgrywkach.

W cieniu tych transferów pozostaje nieco Maksymilian Szefler, ale właśnie tacy zawodnicy często okazują się niezwykle cenni. W poprzednim sezonie notował 6,1 punktu i 5,6 zbiórki na mecz. Nie są to liczby, które od razu przyciągają uwagę, jednak 22-letni środkowy zwiększa głębię składu i daje trenerowi dodatkowe możliwości rotacji. W długim sezonie może mieć to ogromne znaczenie.

Ciekawie prezentuje się również obwód. Jan Góreńczyk wnosi energię, atletyzm i bardzo dobrą obronę. To zawodnik, który dzięki swojej mobilności może być niezwykle przydatny po obu stronach parkietu. Filip Zegzuła to z kolei gracz potrafiący zarówno kreować grę, jak i samodzielnie zdobywać punkty. Jego dynamika i wszechstronność mogą okazać się ważnym elementem ofensywy Resovii.

Jednym z najbardziej interesujących ruchów transferowych wydaje się jednak pozyskanie Grzegorza Grochowskiego. Wieloletni kapitan Dzików Warszawa przez lata należał do najbardziej cenionych rozgrywających w Polsce. W Rzeszowie ma odpowiadać za organizację gry, kontrolowanie tempa spotkań i podejmowanie właściwych decyzji w najważniejszych momentach. Właśnie takich zawodników często brakuje drużynom aspirującym do wyższych celów.

Mimo wszystkich tych transferów największe emocje wywołał jednak powrót jednego człowieka.

Oleksandr Mishula.

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

Dla wielu kibiców to nazwisko jest symbolem jednego z najbardziej pamiętnych momentów ostatnich lat. Gdy pojawił się w Rzeszowie w sezonie 2024/25 ,ratując 1 ligę dla Resovii, od razu stał się liderem drużyny. W zaledwie 15 spotkaniach zdobywał średnio blisko 24 punkty na mecz, wielokrotnie biorąc ciężar gry na swoje barki. Jego rzuty za trzy punkty, pewność siebie i umiejętność zdobywania punktów w kluczowych momentach do dziś wspominane są przez kibiców.

Oczywiście powrót Mishuli wiąże się również z pytaniami. Ostatni sezon poświęcił głównie na powrót do zdrowia po kontuzji kolana. Jeżeli jednak odzyska formę, którą prezentował podczas poprzedniego pobytu w Resovii, może być nie tylko liderem zespołu, ale jednym z najlepszych zawodników całej ligi. Takich koszykarzy na tym poziomie rozgrywkowym po prostu nie ma wielu.

Skład na play-offy czy coś więcej?

Patrząc na obecny skład, trudno nie zauważyć, że Resovia wygląda dziś zupełnie inaczej niż rok temu. Drużyna jest starsza, bardziej doświadczona i zdecydowanie mocniejsza fizycznie. Jednocześnie nie straciła charakteru, który był jednym z jej największych atutów w poprzednich rozgrywkach. To połączenie może okazać się kluczem do sukcesu.

Nie oznacza to oczywiście, że wszystko jest już przesądzone. Wciąż pozostają pytania dotyczące zgrania zespołu. W drużynie pojawiło się wielu nowych zawodników i potrzebny będzie czas, aby wszystkie elementy zaczęły funkcjonować tak, jak oczekuje tego sztab szkoleniowy. Znaczenie będzie miało również zdrowie liderów, zwłaszcza Mishuli. Do tego dochodzi fakt, że skład nie jest jeszcze całkowicie zamknięty, a przed klubem kolejne decyzje kadrowe.

Mimo tych znaków zapytania trudno jednak nie patrzeć na ten projekt z optymizmem. Na papierze Resovia wygląda dziś jak drużyna zdecydowanie mocniejsza niż przed rokiem. Ma liderów, ma doświadczenie, ma jakość pod koszem i ma zawodników zdolnych do zdobywania punktów seriami. Co najważniejsze, wydaje się mieć również odpowiednią równowagę pomiędzy talentem a charakterem.

Dlatego celem minimum powinien być awans do play-offów. Wszystko poniżej tego wyniku należałoby uznać za rozczarowanie. Patrząc jednak na potencjał obecnej kadry, można pokusić się o odważniejszą prognozę. Jeżeli zdrowie dopisze, a drużyna szybko złapie odpowiedni rytm, miejsce w czołowej czwórce ligi wydaje się jak najbardziej realne.

Być może za kilka miesięcy okaże się, że te przewidywania były zbyt śmiałe. Być może pierwsza liga po raz kolejny pokaże, jak bardzo jest nieprzewidywalna. Jedno jednak nie ulega wątpliwości. Dawno nie było w Rzeszowie drużyny, która na papierze wyglądałaby tak kompletnie. Dawno nie było też tak wielu powodów, by z optymizmem czekać na początek sezonu.

Teraz pozostaje już tylko jedno - zamienić nadzieje w wyniki i sprawić, że poprzedni sezon będzie jedynie wspomnieniem, a nie początkiem kolejnego rozczarowania. Jeśli Resovia wykorzysta swój potencjał, kibice mogą wreszcie doczekać się sezonu, na który czekają.